KinFire Delve
W trzech odsłonach
Szybki rzut oka na … Kinfire Delve: Grota Próżności, Laboratorium Bezdusznego, Zagroda Pogardy.
Czołem planszówkowej braci dziś przybywszy z pierwszej linii frontu chciałbym podzielić się moimi pierwszymi przemyśleniami z gry, która jeszcze nie rozgrzała dobrze stołu.
Mowa o KinFire Delve. W trzech różnych odsłonach. Jeśli wiec, chcecie poznać raport zwiadowczy i zobaczyć co tez wypluły te trzy mocne pudełka- zapraszam. Mam nadzieje, ze odnajdziecie tu odrobine planszówkowej szczerości.
Wędrując przez moje, jakże planszówkowe życie – od stołu do stołu, od planszy do planszy, trafiłem dnia 17 stycznia anno domini 2026r. na Portalcon na Stadionie Śląskim w Chorzowie.
Jak co roku, podczas imprezy wydawnictwo Portal Games zaprezentowało premiery na nadchodzący rok. Tak było i tym razem – zero zaskoczenia. Niespodzianką zaś mogło być, że w ich sklepiku można było nabyć przedpremierowo grę: „Kinfire Delve: Zagroda Pogardy”, „Kinfire Delve: Laboratorium Bezdusznego” i „Kinfire Delve: Grota Próżności”. A jak wiadomo, słowo „przedpremierowo” działa na planszówkowicza tak, jak „promocja” na portfel zakupoholika. Niby człek wie, że nie powinien, ale ręce same sięgają po pudełko.
Każda z tych gier to kooperacyjna, taktyczna (a jakże) gra karciana przeznaczona dla 1-2 graczy.
Czyli niby kameralnie, a jednak – intensywnie, nerwowo i z częstym wyrzutem „ale daliśmy du… znaczy ciała”. Naszym zadaniem jest przetrwać wystarczająco długo by dotrzeć na samo dno Studni aby spotkać Scorna, Callusa lub Vainglory (w zależności od pudełka które wybierzemy) i stoczyć tam epicki pojedynek, o którym minstrele będą układać pieśni … albo przynajmniej wspominać przy kolejnych rozgrywkach.
Co więcej, gra pozwala na łączenie talii. Dzięki temu zabiegowi do gry możemy zaprosić nawet trzech graczy (my bylibyśmy czwarci no chyba, ze tylko zapraszamy 😉). I nagle z intymnej, taktycznej potyczki robi się pełnoprawna drużynowa wyprawa, w której chaos, narady i heroiczne decyzje przy stole są nie tylko możliwe, ale wręcz wskazane.
Jeśli chodzi o zawartość poszczególnych części, różnice są wyczuwalne już po pierwszych partiach.
- Grota próżności wydaje się być najłatwiejszą odsłoną – gra całkiem zgrabnie prowadzi za rękę i śmiało mogę polecić ją na pierwszy kontakt z Kinfire Delve.
- Laboratorium Bezdusznego podkręca poprzeczkę, jest już trochę ciężej, a decyzje mają większy ciężar gatunkowy. Czuć tu wyraźnie większą głębię rozgrywki, co z jednej strony może cieszyć, a z drugiej zmusza do faktycznego myślenia (co jak wiadomo niektórych może bardzo boleć). No i na koniec
- Zagroda Pogardy – moim, bardzo ale to bardzo skromnym zdaniem najtrudniejsza odsłona całego zestawu.
Podsumowując Kinfire Delve to tytuł bardzo przyjemny do lekkich, szybkich rozgrywek, z ekspresowym setupem i klarownym celem.
Mam jednak przeczucie, ze po lepszy poznaniu może nie lądować na stole za często – istnieje duże ryzyko, ze dość szybko zrobi się powtarzalnie. Od strony wykonania nie mam większych zastrzeżeń – elementy są ładne, jakość komponentów przyzwoita, a instrukcja prosta i w miarę sensownie przygotowana. Na duży plus zasługuje rozgrywka solo, która sprawia sporo frajdy i nie wygląda na doklejoną na siłę. Ale przy kooperacji to nie dziwi.
Warto dodać, że nie jest gra dla osób szukających rozbudowanej kampanii, trwałej progresji postaci i długofalowego „rozwoju bohatera” rozpisanego na kilkanaście sesji. Nie odnajdą się tu również gracze oczekujący dużej zmienności i wysokiej regrywalności, jeśli już po kilku partiach zaczyna im doskwierać powtarzalność schematów rozgrywki.
Na koniec warto dodać, że kooperacyjnych gier w tak małym pudełku wciąż nie ma na rynku zbyt wiele – a to dla mnie zawsze dodatkowy plus. Kinfire Delve sprawdza się jako szybki, klimatyczny przerywnik i solidny tytuł „do plecaka”. I choć raczej nie zdominuje mojego stołu na długie miesiące, to zdecydowanie cieszę się, że trafił na moją półkę.
Dzięki za przeczytanie!
Konrad „Konrados” Staniszewski




