Kosmiczna recenzja „Pierwszego szczura w kosmosie”
Dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia gra trafiła na nasze stoły.
W grę „Pierwszy szczur w kosmosie” pierwszy raz zagrałem w maju 2022 r. w Punkcie Zwycięstwa. Już wtedy zwróciła moją uwagę i zastanawiałem się, czy ktoś wyda ją po polsku, bo całkiem zgrabny to tytuł. Następnie musieliśmy czekać aż cztery lata (podczas których zmieniła się masa rzeczy), aż dzięki wydawnictwu Nasza Księgarnia trafiła ona na nasze stoły.
Co z tego powstało? Czy warto? Czy Księżyc jest z sera? Czy szczury opanowały przestrzeń kosmiczną?
Na przynajmniej część z tych pytań mam nadzieję, drogi wędrowcze, znajdziesz odpowiedź w poniższej recenzji.
Na początek kilka informacji technicznych.
„Pierwszy szczur w kosmosie” (tytuł oryginalny: „First Rat”) został, jak już zaznaczyłem, wydany na naszym rodzimym rynku przez wydawnictwo Nasza Księgarnia Gry, oryginalnie zaś przez Pegasus Spiele („Istanbul”, „Dorfromantik” czy seria „Munchkin”).
Gra przeznaczona jest dla 1–5 graczy – i jeśli chodzi o wariant solo, to przyznaję, że nie testowałem. Ale słyszałem, że całkiem nieźle sobie radzi.
W mojej ocenie najciekawiej gra się w 3 lub 4 osoby i taki wariant jest moją rekomendacją. We dwie osoby też można, nawet coś tam pogramy, jednak przyjemniej jest, gdy robi się nieco ciaśniej od szczurów na planszy.
Pudełkowy czas gry to 30–75 minut i ja się z tym absolutnie i bezapelacyjnie zgadzam. Wiek sugerowany przez wydawcę to 10 lat, ale myślę, że i młodsi, bardziej doświadczeni gracze świetnie sobie poradzą.
Gra jest (wrzesień 2026 r.) wciąż w sprzedaży i to za cenę naprawdę wartą zakupu – wiec zachęcam (dobry stosunek zawartości do ceny).
Autorami gry są Gabriele Ausiello i Virginio Gigli współautor jednej z moich ulubionych gier – „Grand Austria Hotel”.

A takie to mamy story do tej gry.
Wzbudzające ciekawość jest tło tej gry.
Otóż, jak podaje wydawca, od pokoleń na starym złomowisku szczury opowiadają sobie legendę o Księżycu zrobionym z sera. Marzenie jest więc oczywiste – trzeba się tam dostać i zdobyć upragniony skarb.
Pewnego dnia małe szczurki znajdują na złomowisku komiks opisujący pierwsze lądowanie człowieka na Księżycu. I tak rodzi się plan: zbudować rakietę i polecieć po serowy Księżyc. Na szczęście złomowisko dostarcza większości potrzebnych materiałów, a w przedsięwzięciu mogą pomóc również inne zwierzęta. Oczywiście – za odpowiednią opłatą. Biznes to biznes, nawet jeśli prowadzisz go ze szczurami.
Wszystkie szczury pracują więc wspólnie nad tym ambitnym przedsięwzięciem, ale… każda szczurza rodzina chce przy okazji ugrać jak najwięcej dla siebie. Rywalizujemy zatem o udział w budowie rakiety oraz o wyszkolenie jak największej liczby szczurzonautów, którzy później będą mogli zgarnąć jak najwięcej księżycowego sera.
I wiecie co? Ja oraz moi liczni współgracze to kupujemy. Mało tego – ta historia naprawdę mocno nas przekonuje. Jest absurdalna, zabawna, a jednocześnie bardzo dobrze współgra z tym, co faktycznie robimy podczas rozgrywki.
A już bardziej do brzegu.
O co chodzi? Otóż w grze każdy gracz dowodzi kolonią szczurów, które obrały sobie za cel wyprawę na Księżyc zrobiony z sera. Aby tego dokonać, będą musiały gromadzić różne, dość ciekawe surowce potrzebne do budowy rakiety: sodę, ocet, konserwy i kalkulatory.
Aby jeszcze bardziej ułatwić sobie zadanie, będziemy oświetlać sobie drogę, czytać komiksy, zbierać kapsle, pić energetyki, a także powiększać naszą kolonię szczurów.
Wyścig szczurów.
Sama rozgrywka jest bardzo prosta i łatwa do wytłumaczenia, a instrukcja została bardzo dobrze napisana – zawiera także liczne przykłady.
W swojej turze gracz może przesunąć jednego szczura o maksymalnie 5 pól i zebrać surowce albo przesunąć wszystkie dostępne szczury o maksymalnie 3 pola, pod warunkiem że wylądują na polach tego samego koloru.
Po drodze mijamy sklepy, w których możemy zaopatrzyć się w pomocne gadżety. Zdobyte dobra wymieniamy następnie na moduły rakiety, zaznaczając ich zdobycie na odpowiednich polach punktowych. Oczywiście im więcej, tym lepiej.
W podobny sposób zdobywamy punkty na torze reflektorów, sera i spiżarni, a także na torze szczuronautów – tutaj obowiązuje zasada „kto pierwszy, ten lepszy”, bo wcześniejsze dotarcie oznacza więcej punktów.
Gra kończy się, gdy jeden z graczy umieści osiem swoich kostek na planszy albo gdy wszystkie szczury tego gracza dotrą do toru szczuronautów.
Dodać należy, że plansza jest dwustronna. Na jej drugiej stronie (niczym na drugiej stronie Księżyca 😉) można losowo rozmieścić pola i wartości zadań, co zdecydowanie zwiększa regrywalność.

Moje wyraźne wrażenia
Polubiłem tę grę – i to już za pierwszym razem, wiele, wiele lat temu. Bardzo lubię po pierwsze opowiadać innym o tle fabularnym tej gry, po drugie zaś tłumaczyć jej zasady, które są spójne, klarowne i mają kilka naprawdę fajnych smaczków.
Gra niewątpliwie polega na budowaniu silniczka. Trochę strategii i planowania pojawia się także przy wyborze szczura (albo szczurów), którymi w danej turze będziemy się poruszać. Ciekawą opcją jest również kupowanie wtedy, gdy nie mamy sera albo po prostu nie chcemy go wydawać – w zamian poświęcamy szczura i wracamy nim na pole startowe.
Jej największe atuty to zabawny, lekki klimat oraz satysfakcjonująca rozgrywka. Gra jest przystępna, niekonfliktowa i opiera się na prostych zasadach. Jednocześnie daje wystarczająco dużo przestrzeni do kombinowania, żeby po zakończeniu partii można było jeszcze chwilę nad nią pomyśleć.
I to jest chyba jedna z rzeczy, które lubię w niej najbardziej. Niejednokrotnie po skończonej rozgrywce łapałem się na tym, że rozpamiętywałem swoje ruchy i zastanawiałem się, co można było zrobić lepiej. A skoro gra potrafi człowiekowi chodzić po głowie jeszcze po jej zakończeniu, to chyba coś robi dobrze.
Na zakończenie
Potwierdzam – polubiłem szczura. Będzie zapewne wracał na stół, gdy będę potrzebował czegoś lekkiego, przyjemnego i łatwego do wytłumaczenia.
Jeśli więc ktoś szuka dobrej zabawy bez konieczności studiowania instrukcji przez pół wieczoru, to zdecydowanie warto dać szczurom szansę. A kto wie – może i Wam uda się dolecieć na Księżyc po ser.
Konrad „Konrados” Staniszewski

Recenzja powstała na podstawie egzemplarza recenzenckiego otrzymanego od Wydawcy. Wydawca nie miał wpływu na treść ani wnioski zawarte w tekście. Tekst recenzji został napisany samodzielnie przez autora, a następnie poddany stylistycznej korekcie z wykorzystaniem narzędzi AI.
Zdjęcia: Krzysztof Staniszewski.




