Zaznacz stronę

Covenant –  Recenzja gry by Konrados

Polskie wydanie trafi na rynek dzięki wydawnictwu Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).

Gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).

Krótki ale treściwy wstęp.

Ostatnie kilkanaście dni dane mi było cieszyć oko i umysł grą Covenant, której polskie wydanie trafi na rynek dzięki wydawnictwu Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games). 

Cóż to była za przygoda? Czego się podczas niej dowiedziałem? Jakie mam po niej myśli i refleksje?

Jeśli więc, drodzy wędrowcy, macie kilka minut albo po prostu jesteście ciekawi mojego zdania na temat tej gry – usiądźcie wygodnie i ruszamy w drogę pełną szmaragdów, złota i mythrallu (chyba to tak się odmienia). Zobaczmy, czym właściwie jest Covenant, co ma do zaoferowania, jakie znalazłem smaczki i przede wszystkim czy warto się na tę planszową wyprawę wybrać.

Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).

(Nudne) Podstawowe (ale ważne) dane.

Gra Covenant, której polska premiera będzie miała miejsce we wrześniu 2026 r. (a może już miała, kiedy to czytacie), została pierwotnie wydana w 2025 r. przez wydawnictwo Devir Games – odpowiedzialne między innymi za takie hity jak Biały Zamek, Bitoku, Lacrimosa czy Kuku na Muniu!. Na polski rynek trafia natomiast dzięki wydawnictwu Portal Games. Jej autorem jest hiszpański twórca gier Germán Palomar Millán, a autorem grafik i jego krajan Enrique Fernández Peláez (o którym kilka słów napiszę na zakończenie 😉).

Rozgrywka przewidziana jest dla 1-4 graczy. Nie miałem okazji sprawdzić wariantu solo, ale za to uważam, że ciekawszym rozwiązaniem może być próba rozegrania partii „na dwie ręce”. Zwłaszcza że negatywnej interakcji w grze jest stosunkowo niewiele. Moim zdaniem Covenant najlepiej sprawdza się jednak w dwie osoby, ewentualnie w trzy. Przy czterech graczach robi się już, przynajmniej dla mnie, zdecydowanie zbyt tłoczno.

Na pudełku znajdziemy informację o 100 minutach rozgrywki.
I tutaj pozwolę sobie zdecydowanie się nie zgodzić. W ciągu kilkunastu rozegranych partii ani razu nie udało nam się zejść poniżej 120 minut, a liczba graczy niewątpliwie również ma wpływ na długość rozgrywki. Przy czterech osobach trzeba więc nastawić się na naprawdę solidną planszówkową sesję.

Sugerowany wiek graczy to 14+. Ale czyż jakiś filozof nie powiedział kiedyś, że wiek to stan umysłu… albo może było dokładnie odwrotnie? Nieważne. W każdym razie Covenant zdecydowanie nie jest grą, przy której metryka powinna być najważniejszym kryterium wyboru, a powinno być doświadczenie w ogrywaniu gier. Zdecydowanie nie polecam jej na początek przygody z planszówkami.

Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).

Krasnoludy przybyły, czas okiełznać jaskinię

Covenant to gra euro oparta na kilku dobrze znanych mechanizmach: worker placement, set collection oraz action points. Rozgrywka została podzielona na trzy ery, a każda z nich składa się z czterech tur klanu każdego gracza. Tury rozgrywane są pojedynczo, po kolei, a główną ideą gry jest wykorzystywanie krasnoludów do kopania, walki, transportu i budowy.

Upraszczając: im silniejszego krasnoluda wykorzystamy, tym lepszą akcję będziemy w stanie wykonać. A jeśli dołożymy do tego piwo (tak, tak – wiem, oficjalnie są to „żetony pokrzepienia”), możemy jeszcze nieco podkręcić jego możliwości. Na tym jednak zabawa się nie kończy. Im lepiej wykonamy daną akcję, tym wyżej awansujemy na powiązanym z nią torze – prestiżu, dworu królewskiego lub kopalni. A jak wiadomo, w eurogrze samo wykonywanie akcji nigdy nie jest przecież celem samym w sobie.

Kiedy każdy z graczy wykona swoje cztery akcje, runda dobiega końca i rozpoczyna się faza Rady, podczas której można zdobyć dodatkowe nagrody oraz – co najważniejsze – punkty chwały. Tak, w Covenant nie znajdziemy punktów zwycięstwa. Mamy za to punkty chwały ☹.

Jak już wspomniałem, Covenant jest wymagającym euro, w którym sporo zależy od planowania, kalkulacji i umiejętnego wykorzystania tego, co mamy pod ręką. Krasnoludy i ich siła, piwo (a właściwie żetony pokrzepienia) oraz wszelkiego rodzaju zasoby – wszystko trzeba ze sobą odpowiednio połączyć.

Na kilku obszarach planszy potrafi dziać się tak wiele, że gra może łatwo przytłoczyć nie tylko osoby niedoświadczone w klasycznych eurograch. Kluczowa potrafi być nie tylko sama akcja, ale również jej kolejność i siła, z jaką ją wykonamy. Dobre zaplanowanie kilku ruchów do przodu może zdecydować o tym, czy uda nam się wywindować wynik, czy też będziemy tylko patrzeć, jak przeciwnicy uciekają nam punktowo.
Na szczęście gra nie bombarduje nas bezpośrednią interakcją. Gracze zasadniczo nie wchodzą sobie w drogę, choć istnieje kilka wyjątków – można próbować blokować przeciwników na planszy, jeśli ktoś naprawdę bardzo się uprze, a niektóre akcje pozwalają na przesuwanie wrogów. I właśnie ta druga opcja potrafi zaboleć.

Mnie udało się w ten sposób pozbawić przeciwnika zwycięstwa. Pozdrowienia dla MW 😉.

A właściwie co ja myślę o tej grze?

Ogólnie rzecz biorąc, kiedy spojrzymy na Covenant z mentalnego lotu ptaka, dostrzeżemy całkiem sporo elementów, które trzeba jednocześnie śledzić, planować i ze sobą łączyć. Jest to chyba pierwsza gra, w którą grałem, podczas której za każdym razem wszyscy moi współgracze tak dużo… milczeli. Nie dlatego, że nie mieli sobie nic do powiedzenia, ale dlatego, że myśleli. Kombinowali. Wymyślali taktykę na kolejny ruch i zastanawiali się, jak najlepiej wykorzystać to, co mają.

Więc jeśli szukacie gry, przy której można usiąść, pogadać, pośmiać się i od czasu do czasu wykonać jakąś akcję – to nie ta gra 😉. Covenant wymaga poświęcenia i dużego skupienia.

Na pierwszy rzut oka liczba zasad może lekko przytłoczyć, ale sam core rozgrywki jest stosunkowo prosty. Dopiero gdy zaczynamy dostrzegać kolejne zależności, okazuje się, że głębia gry jest zdecydowanie większa. Na szczęście karty pomocy świetnie wspierają graczy i pozwalają stosunkowo łatwo odnaleźć się w tym całym labiryncie kombinatoryki.
A kombinować jest nad czym. Nad planszą niemal fizycznie czuć przepalanie zwojów mózgowych w poszukiwaniu kolejnych kombosów, łączenia akcji i wykonywania jednej akcji tak, żeby uruchomić łańcuch dostawy kolejnych punktów chwały. Jest tutaj naprawdę sporo możliwości punktowania i zdecydowanie nie da się po prostu pójść w jeden kierunek strategii.

Jeśli chodzi o samą rozgrywkę, jest ona w mojej ocenie bardzo satysfakcjonująca. Fani eurogier zdecydowanie odnajdą się tutaj bardzo dobrze. Co ciekawe, podczas rozgrywek dość często słyszałem od współgraczy: „To jest dużo cięższe, niż się spodziewałem… ale bardzo mi się podoba”. I chyba jest to najlepsze podsumowanie pierwszego kontaktu z Covenant.
Być może pewnym problemem jest porównywanie gry – krążące szczególnie po wirtualnym świecie – do Białego Zamku. Takie zestawienie może przed pierwszą rozgrywką nastawić gracza na coś zdecydowanie lżejszego. Covenant jest jednak wyraźnie bardziej wymagający i oczekuje od nas większego zaangażowania w planowanie.

Plansza Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Plansza Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).
Plansza Covenant, gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).

Walka – a mogło być bardziej epicko

Z poszczególnych głównych akcji jedyne, do czego mam lekkie zastrzeżenie, to Walka. Przy całej otoczce – krasnoludy, fantasy, eksploracja jaskiń, trolle, orki, gobliny – aż prosiłoby się o rozwiązanie choć odrobinę bardziej epickie.
Ale… jest to euro. I chyba właśnie dlatego nie będę się tego specjalnie czepiał 😉. Mechanicznie wszystko działa, po prostu moja wyobraźnia chciała od tej części gry odrobinę więcej.

Instrukcja

Jeśli chodzi o instrukcję, to tutaj nie mam większych zastrzeżeń. Jest poprawnie napisana, zawiera przykłady i omówienie poszczególnych akcji. Nie natrafiłem na istotne wątpliwości czy nieczytelności, a podczas rozgrywek nie mieliśmy problemów z interpretacją zasad.
Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to fakt, że wolałbym, żeby instrukcja nie była papierowa. Ale to już bardziej moja własna fanaberia niż realny zarzut wobec gry.

Gra wydawnictwa Portal Games (wydanie oryginalne: Devir Games).

Krasnoludy jak z Tolkiena

Jeśli chodzi o warstwę wizualną, tutaj również jest bardzo dobrze.

I nie ma się czemu dziwić – za ilustracje odpowiada Enrique Fernández, znana postać w świecie komiksu.

Plansza i pozostałe elementy są czytelne, dobrze wykonane i przede wszystkim bardzo dobrze budują klimat gry. Estetyka krasnoludów, kopalni i fantasy może przywodzić na myśl tolkienowskie Śródziemie. Zresztą, jeśli wierzyć doniesieniom medialnym, właśnie w świecie Tolkiena gra miała być pierwotnie osadzona.

Na szczególną pochwałę zasługuje ikonografia. Jest bardzo czytelna, szybko daje się przyswoić i pozwala sprawnie poruszać po planszy oraz pozostałych elementach gry. A w przypadku tytułu, w którym tak wiele zależy od łączenia ze sobą kolejnych akcji, to naprawdę duża zaleta. Dobra ikonografia nie tylko ułatwia naukę zasad – ona po prostu pomaga dostrzegać kolejne możliwości tworzenia kombosów.

I potrzebujesz insertu. Naprawdę.

Na koniec jeszcze jeden minus, który nie dotyczy samej rozgrywki, ale zdecydowanie warto o nim wspomnieć.

Covenant od pierwszego wyjęcia z pudełka aż prosi się o insert. Bez niego zarówno przygotowanie gry, jak i późniejsze schowanie wszystkich elementów do pudełka jest… delikatnie mówiąc… diabelsko uciążliwe. I to pomimo tego, że wydawca dostarczył naprawdę dużą liczbę woreczków strunowych.
Jeśli więc czujesz, że Covenant będzie regularnie trafiał na Twój stół, warto od razu zaopatrzyć się w insert. Oszczędzisz sobie sporo czasu, nerwów i przede wszystkim tego charakterystycznego momentu po rozgrywce, kiedy patrzysz na zawartość pudełka i zastanawiasz się: „Do diaska jakim cudem to wszystko się tutaj wcześniej mieściło?”.

Podsumowanie

Covenant to gra, w którą bardzo chciałem zagrać właściwie od momentu jej pierwszego pokazania na targach w Essen w 2025 roku. Kilka razy było już blisko, ale ostatecznie jakoś nigdy nie udało się usiąść do rozgrywki. Kiedy podczas Portalconu dowiedziałem się, że Portal Games wyda grę po polsku, bardzo mnie ta informacja ucieszyła. Pozostało więc tylko cierpliwie czekać.

Już po ograniu kilku partii i dogłębnym wgryzieniu się w zasady doszedłem do przekonania, że Covenant to po prostu bardzo dobra gra. Nie jest to jednak tytuł na każde spotkanie i dla każdego gracza. Na lekkie, niezobowiązujące granie raczej jej nie zabiorę. Ale kiedy mam ochotę usiąść przy stole, trochę pomilczeć, trochę pokombinować, rozłożyć akcje na czynniki pierwsze i poszukać optymalnego rozwiązania – wtedy Covenant daje mi dokładnie to, czego szukam.
I co najlepsze, kiedy już wydaje mi się, że znalazłem idealne rozwiązanie, w następnej turze zazwyczaj okazuje się, że jednak mogłem zrobić coś lepiej. A potem odkrywam, że nie tylko ja kombinuję – mój przeciwnik również. I właśnie ta ciągła próba znalezienia lepszego rozwiązania jest dla mnie jedną z największych zalet tej gry.
Myślę, że po pierwszym zachwycie Covenant będzie co jakiś czas wracał na mój stół. Tym bardziej że gra zdążyła już zyskać kilku fanów wśród moich znajomych, więc przynajmniej nie będę musiał długo szukać chętnych do kolejnej partii.

Nad oceną zastanawiałem się dość długo. Ostatecznie przyznaję Covenant 7,5/10.
To nie jest gra, którą poleciłbym każdemu. Nie jest też tytułem na każde spotkanie. Jeśli zaś lubicie cięższe euro, planowanie kilku ciasnych ruchów do przodu, szukanie kombosów i to „cudowne uczucie”, kiedy przez kilka minut wpatrujecie się w planszę (a inni robią to samo), próbując znaleźć TEN JEDEN, NAJLEPSZY RUCH – warto dać Covenant szansę.

Bonus

Kilka słów o autorze grafik Covenanta, czyli o Enrique Fernándezie

Na koniec mały bonus, jako że poza byciem fanem gier planszowych jestem też wielkim fanem komiksów to chcę poświęcić kilka słów autorowi grafik Covenanta, czyli Enrique Fernándezowi ur. 1975 w Barcelonie, który jest hiszpańskim rysownikiem komiksowym, ilustratorem i artystą animacji. Sam na swojej stronie określił się jako comic book / animation artist. Poza komiksami pracował m.in. przy filmach animowanych „El Cid” i „Nocturna” jako storyboardzista.

Jednak jego najważniejszy dorobek to komiksy. Publikuje przede wszystkim na francuskim rynku BD, czyli w najważniejszym z europejskich centrów komiksowych. Wśród jego prac są m.in.: L’île sans sourire (Wyspa bez uśmiechu), Aurore, Opowieści z czasów kobry – wydany po polsku, oraz Brigada – jego własny, autorski projekt również wydany po polsku.
I to właśnie moim zdaniem, dlatego Covenant wygląda tak, jak wygląda. Devir w swoim Design Diary pisze wprost, że poszukiwano ilustratora, który nada grze własną, charakterystyczną tożsamość, i wybór padł na Fernándeza. To był strzał w dziesiątkę.
Jego styl bardzo dobrze pasuje do Covenant: jest komiksowy, malarski, trochę baśniowy, z bardzo charakterystycznymi twarzami postaci i mocnym poczuciem świata przedstawionego. To jest praca artysty, który buduje cały świat wizualny.
Osobiście bardzo liczę na polskie wydanie „Wyspy bez uśmiechu”, bo to prawdopodobnie najbardziej prestiżowy komiks Fernándeza. Oryginalne L’Île sans sourire zdobyło m.in. nagrodę na festiwalu w Angoulême.

uśmiechnięty mężczyzna z brodą na tle ściany z ułożonymi opakowaniami gier planszowych

Recenzja powstała na podstawie egzemplarza recenzenckiego otrzymanego od Wydawcy. Wydawca nie miał wpływu na treść ani wnioski zawarte w tekście. Tekst recenzji został napisany samodzielnie przez autora, a następnie poddany stylistycznej korekcie z wykorzystaniem narzędzi AI.

Konrad „Konrados” Staniszewski

Loading spinner