Recenzja gry planszowej
Nowa Ziemia
Dziś chciałbym opowiedzieć wam o grze, która wita szerokim uśmiechem nowych graczy i dyskretnie mruga okiem do weteranów planszówkowego świata.
Mowa o Nowej Ziemi – autorstwa Reiner Knizia, która jakiś czas temu trafiła do moich rąk.
Przyznam, że nie czekałem za długo, aby ją rozpakować i cieszyć się rozgrywką (i to nie jedną). Co z tego wynikło, jakie wywołała moje emocje i gdzie wspólnie doszliśmy? Jeśli masz chwilkę czasu drogi wędrowcze to zostań na chwilę i posłuchaj 😉
Kilka suchych faktów
Gra wydawnictwa Nasza Księgarnia – Nowa Ziemia (oryginalny tytuł Rebirth wydana oryginalnie – nie mylić z ordynarnie, przez Mighty Boards), z pudełka dowiecie się jeszcze, że jest to gra od 10 roku życia (totalna nieprawda – grałem ze zdecydowanie młodszymi graczami i świetnie sobie radzili – pozdrowienia dla mojej bratanicy).
A jej autorem jest Reiner Knizia (autor wielu, wielu znakomitych gier oraz gry Gluty).
W grze typu „Area Control” przenosimy się do Szkocji (prostszy wariant) albo do Irlandii (nieco trudniejszy).
Przy czym i tu niespodzianka, czas współczesny. Okazuje się, że odbudowujemy społeczeństwo po totalnej rozp… znaczy katastrofie. Jak to często bywa w grach Knizi – motyw przewodni jest z lekka luźny i osobiście nie czułem się jak bohater Fallouta.
To bardziej abstrakcyjna łamigłówka ubrana w taką a nie inną fabułę. Gra bardziej przypomina kolorową grę o budowie miasta w klimatach lekko fantasy (może późne średniowiecze), niż postapokaliptyczny czas głodu i pożogi.
A o co chodzi?
Dowodzimy klanem, w swojej turze losujemy płytki (domki, farmy lub elektrownie) i umieszczamy na wspólnej mapie – ale w tym przypadku to zaskakująco kojące uczucie.
Domki – trafiają do osad i punktują po ich zamknięciu. Kafelki z farmą i elektrownią punktowane są natychmiast, w zależności od rozmiaru połączonego skupiska (farm lub elektrowni).
Bardzo ciekawym elementem, który mocno wprowadza ducha rywalizacji, jest zdobywanie zamków.
Następuje to poprzez posiadanie wokół nich większości kafelków swojego klanu. Całkiem zgrabny mechanizm przeciągania liny. Dodatkowo dobieramy karty misji umieszczając kafelek obok katedry i w sekrecie próbujemy zrealizować to co przyniósł nam los. Po drugiej stronie Szkocji znajduje się Irlandia – jak nie wierzycie, to sprawdźcie na mapie 😉. Ta mapa daje nam nieco inne zasady – pokuszę się o stwierdzenie, że gra jest nieco bardziej wymagająca (ale bez przesady). Mamy m.in. wylosowane misje dostępne dla każdego gracza (kto pierwszy ten lepszy). Jest tam więcej interakcji między graczami.
Ocena rozgrywki
Rozgrywka w Nową Ziemię jest bardzo prosta – ale nie prostacka. Trzeba podejmować trudne decyzje, na przykład świadomie zdobywać mniejszą liczbę punktów poprzez układanie kafelków tak, aby w zamian przejąć więcej katedr i zamków. Jednocześnie należy uważnie śledzić poczynania innych graczy tak, by zabezpieczać nasze wpływy lub „ukraść” komuś zamek i lekko namieszać w jego taktyce.
Moja rada – miej oczy dookoła głowy, gdyż nie wiesz z której strony przeciwnik może Cię zaskoczyć.
Co do wykonania, to muszę przyznać, że jest bardzo dobrze. Prezentuje się fantastycznie na stole, duża kolorowa mapa, wykonanie wież i katedr robią świetne wrażenie. Martwić może jedynie, że kafelki przy dość częstym graniu mogą ulec przetarciu – ale to już jakbym się miał czegokolwiek czepić.
Podsumowanie
Spotkałem się ze stwierdzeniem, że gra jest może trochę za łatwa. Moim zdaniem jednak Nowa Ziemia to tytuł bardzo grywalny i nawet bardzo doświadczony gracz będzie się przy niej dobrze bawił.
Decyzje przeciwników są często zaskakujące, a przez to ciekawe. Odpowiednio wyważona interakcja między graczami sprawia, że rozgrywka pozostaje świeża, wprowadza element nieprzewidywalności i zmusza do częstego modyfikowania obranej taktyki.
Zdecydowanie Nowa Ziemia jest obecnie moim numerem jeden, jeśli chodzi o gry typu gateway.
Podczas wielu spotkań, na których prezentowałem różne planszówki, ten tytuł spotykał się ze stuprocentowo pozytywnym odbiorem. Z czystym sumieniem oceniam tę grę bardzo wysoko i jestem przekonany, że na bardzo długo pozostanie stałym elementem mojego zestawu gier, które zabieram na różnego rodzaju spotkania planszówkowe.
Moja ocena 8/10
Recenzja powstała na podstawie egzemplarza recenzenckiego otrzymanego od Wydawcy. Wydawca nie miał wpływu na treść ani wnioski zawarte w tekście
Dzięki za przeczytanie!
Konrados Punkt Zwycięstwa